Związek zaczyna się od czegoś zupełnie drobnego, od codzienności. Od delikatnych promieni słońca na skórze i popołudniowych spacerów, które pachną jesienią. Od uścisku dłoni i smaku tych samych ust.

Od myśli, że łatwiej przez życie iść razem niż w pojedynkę. Od tulenia w zły dzień, przeszywającego oddechu na skórze, od ocierających się o siebie policzków.
Związek zaczyna się od intymności, w której zawsze całuje się na dobranoc. Od wędrujących opuszków palców będących oznaką zmysłowości i porannych pieszczot. Od kwiatów bez okazji, wspólnych wyjść do teatru i listów zakrapianych perfumami. Od głaskania po głowie, patrzenia sobie w oczy i milczenia, kiedy cisza tak pięknie gra.

Związek zaczyna się od wspólnego pójścia po bułki i leżenia na kanapie. Od myślenia, że na niczym Ci nie zależy oprócz niej. Od powrotu do domu z uczuciem tęsknoty i zdania „Brak mi Twojej dłoni w moich rękach”.

Niewiele osób ma świadomość tej prawdy oczywistej, że związek zaczyna się od patrzenia na to, jak zakładasz nogę na nogę, jak sączysz czerwone wino z przeźroczystego kielicha i jak zazdroszczę mu wtedy Twoich warg. To wszystko między nami jest tylko drobną codziennością. Czasem rozgorączkowaną, niespokojną, w której nikt nie oczekuje nieba. Codziennością, w której jesteśmy zajęci sobą, dotykaniem swoich ciał, gorliwym uczeniem się ich na pamięć.

Związku i codzienności nie zaczyna się od słów. Słowa bywają złudne. Używane dla niepoznaki nie mówią o nas wszystkiego. Cały sekret polega na tym, aby dostrzegać to, co najmniejsze, i nadawać temu sens.